Tradycjonalista, ale nie obcy na tym świecie,
jak niektórzy z nas chcieliby być w czasie zniszczeń i
prześladowań.
Mówienie o tradycjonaliście wygląda trochę tak jak siedemdziesiąt
lat temu, kiedy Leo Longanesi powiedział „Porozmawiajmy o słoniu” (1). Złe
nawyki w rozumowaniu nie zmieniły się i Włochy rozdarte między faszyzmem i
antyfaszyzmem, które były jednocześnie trochę katolickie, apostolskie i
rzymskie, przypominają w ogromnym stopniu dzisiejszy Kościół, który tak czy
siak jest zawsze trochę włoski. Właśnie tym czasie Longanesi piętnuje
publicznie wybryki i hipokryzję inteligencji, która wolała przechwalać się podczas
dyskusji na egzotyczne tematy, uwielbiała „mówić o słoniu” zamiast o oszpeceniu,
którego była ofiarą i winowajcą. W ten sam sposób w dzisiejszym Kościele robi
dobre wrażenie ten kto woli „mówić o tradycjonaliście” zamiast poddać się radosnej atmosferze autodestrukcji
w której, jak to się mówi, „śpiewają i niosą krzyż” (2).
Łatwo można mówić „tradycjonalista” z tą samą beztroską z jaką
wypowiedział te słowa Duclos Longanesiego. „Panowie, porozmawiajmy o słoniu –
mówił niezwykły jegomość – jest to jedyne dość ważne zwierzę, o którym możemy
mówić nie narażając się na niebezpieczeństwo w dzisiejszych czasach”.
